StartArtykułyNad-facylitacja. Kiedy perfekcyjny plan niszczy spotkanie.

Jak nad-facylitacja wpływa na pracę zespołu?

Czym jest nad-facylitacja Zanim powiem, czym jest - czym nie jest. Nad-facylitacja to nie "zbyt dużo facylitacji". To nie "za dużo narzędzi". To specyficzny błąd: przedkładanie…

Nad-facylitacja. Kiedy perfekcyjny plan niszczy spotkanie.

Skąd się bierze nad-facylitacja

Nie ze złej woli. To ważne. Nad-facylitacja rzadko wynika z arogancji albo ignorowania grupy. Wynika z bardzo ludzkich, zrozumiałych mechanizmów.

Lęk przed ciszą. Cisza w sali to dla niedoświadczonego facylitatora alarm: "coś poszło nie tak, muszę zareagować." Więc reaguje. Wypełnia przestrzeń kolejnym ćwiczeniem, kolejnym pytaniem, kolejną instrukcją. Ruch jest sygnałem, że kontroluje sytuację.

Tymczasem cisza bardzo często znaczy: "myślimy." Albo: "to jest dobre pytanie i potrzebujemy chwili." Najcenniejsze rzeczy, jakie zdarzają się na spotkaniach, często dzieją się w ciszy.

Inwestycja w przygotowanie. Sunk cost. Spędziłem trzy godziny na prezentacji, dwie na ćwiczeniu, jedną na printach. Nie mogę tego wyrzucić. Owszem, możesz. Możesz i powinieneś, jeśli sytuacja tego wymaga. Przygotowanie jest po to, żebyś mógł elastycznie reagować - nie żebyś był przywiązany do efektów swojej pracy.

Potrzeba kontroli. Facylitator chce widzieć, że "idzie po planie." Wychodzenie poza plan wywołuje dyskomfort - bo nie wiadomo co będzie dalej. Improvisacja jest ryzykiem. Ryzyko jest złe.

Paradoks: właśnie w tym miejscu, gdzie plan się kończy, zaczyna się prawdziwa praca grupy. I właśnie tam potrzebny jest facylitator, który nie jest przywiązany do własnej agendy.

Jazz zamiast partytury

Dobry muzyk jazzowy zna harmonię, rytm, strukturę. Ćwiczył tysiące godzin. Ma technikę. I właśnie dlatego może improwizować - nie wbrew strukturze, ale wewnątrz niej i dzięki niej. Wie dokąd wrócić, kiedy zajdzie za daleko. Wie jak słuchać innych muzyków w czasie rzeczywistym.

Dobry facylitator działa podobnie.

Czytanie energii sali. To jest technika, którą można ćwiczyć. Zanim powiesz cokolwiek, popatrz. Kto mówi do kogo? Kto milczy - i czy ta cisza jest "myślę" czy "nie chcę tu być"? Kto siedzi z zamkniętą miną? Kto wygląda jakby chciał powiedzieć coś ważnego, ale jeszcze nie dostał przestrzeni? Ta informacja jest ważniejsza niż pierwszy punkt agendy.

Zmiana formatu w locie. "Zamiast pracy w grupach - pięć minut ciszy, każdy pisze. Potem zbieramy." Albo odwrotnie: zamiast indywidualnej refleksji - parami. Zmiana formatu jest sygnałem dla grupy: "jestem tu z wami, nie realizuję planu bez względu na to, co się dzieje." Ten sygnał zmienia poziom zaufania w sali.

Pytanie grupy o kierunek. "Mamy w agendzie X, ale widzę, że ważny jest też Y. Co jest dla was bardziej potrzebne teraz?" To nie jest słabość facylitatora. To jest jego siła. Oddanie grupie decyzji o kierunku zwiększa jej zaangażowanie w efekt - bo efekt jest ich wyborem, nie rezultatem agendy.

Pięć sygnałów, że wchodzisz w nad-facylitację

W trakcie spotkania, nie po nim. Bo po spotkaniu jest za późno.

  1. Mówisz więcej niż połowa grupy razem wzięta - i to twoje mówienie nie jest pytaniem.
  2. Patrzysz w notes lub prezentację częściej niż w ludzi.
  3. Ktoś zaczyna wątek, który nie jest w agendzie, i przerywasz mu - bo "do tego wrócimy później." A "później" nigdy nie przychodzi.
  4. Czujesz, że "dobrze idzie" - a kiedy rozejrzysz się, widzisz, że połowa sali nie jest zaangażowana.
  5. Wychodząc myślisz: "przeszliśmy wszystko" - i nie wiesz, co konkretnie z tego zostanie.

Co wtedy robić? Jest jedna dobra reakcja: zatrzymaj się. Dosłownie. Przerwij plan. Powiedz: "Chcę się przez chwilę zatrzymać. Jak się macie z tym, o czym rozmawiamy? Co jest dla was w tej chwili najważniejsze?"

To pytanie może zmienić dynamikę spotkania w ciągu trzydziestu sekund. I może okazać się, że to, co ważne dla grupy, jest zupełnie gdzie indziej niż twoja agenda.

Przyszedłem kiedyś na warsztat z planem na sześć godzin, trzema ćwiczeniami i gotowym zestawem pytań do każdego modułu. Skończyliśmy po czterech godzinach. Nie dlatego, że byliśmy szybcy. Dlatego, że w połowie trzeciej godziny jeden z uczestników powiedział coś, co zmieniło wszystko.

Odłożyłem notes. Spytałem. Poszedłem za grupą.

Dwa ćwiczenia wylądowały nieużyte. Plan - zmarnowany? Nie. Plan był warunkiem koniecznym, żeby mieć swobodę odejścia od planu. Bez przygotowania nie miałbym narzędzi do improwizacji. Ale gdybym trzymał się planu za wszelką cenę - te cztery godziny byłyby stracone.

Kiedy ostatnio odłożyłeś agendę i poszedłeś za grupą - i co się wtedy wydarzyło?

>