StartArtykułyKtoś napisał trzy zdania. I zrozumiałem, po co to robię.

O co naprawdę chodzi w ktoś napisał trzy zdania?

Co robi z tobą feedback napisany piórem LinkedIn ma powiadomienia. E-maile mają "odpowiedź." Wiadomości znikają w strumieniu - dzisiaj jest, jutro scrollujesz przez dwadzieścia…

Ktoś napisał trzy zdania. I zrozumiałem, po co to robię.

Retro Sprintu 365

List dał mi coś, czego nie dają liczby: pewność, że warto się zatrzymać i uczciwie spojrzeć wstecz. Stał się impulsem do retro roku.

Sprint 365 to moja prywatna metafora rocznej pracy. I jak każdy sprint - powinien mieć retro.

Retro to nie lista sukcesów. To nie "co osiągnąłem." To uczciwe spojrzenie wstecz - co działało, co nie, co zmienię.

Co było trudne w tym sprincie?

Kilka klientów, przy których musiałem powiedzieć "to nie jest w moim zakresie" - i to bolało, bo widziałem problem i rozumiałem go. Ale wiedziałem też, że wchodzenie bez właściwego przygotowania skończyłoby się źle dla nas obu. Odmowa klientowi, który ci ufa, jest trudna. Trudniejsza niż odmowa komuś obcemu.

Kilka rozmów, po których poczułem, że powinienem był posłuchać więcej, a mówić mniej. Cisza w rozmowie coachingowej jest narzędziem - ale jest też dyskomfortowa, i nie zawsze wytrzymuję ją wystarczająco długo.

Jeden projekt, który zakończyłem zbyt wcześnie. Nie dlatego, że tak mówiła umowa. Dlatego, że nie miałem odwagi zostać dłużej w trudnym miejscu. Wyszedłem "o czasie" - ale nie w momencie, który był właściwy. To jest lekcja, którą zabieram.

Co zmieniłem w ciągu roku? Tempo. Nauczyłem się pracować z dłuższą pauzą. Cisza w rozmowie nie jest błędem facylitacyjnym - jest narzędziem. Kiedy przestałem się spieszyć z kolejnym pytaniem, zacząłem słyszeć odpowiedzi, których wcześniej nie słyszałem. Prosta w opisie, trudna w praktyce.

Co zostawiam za sobą? Potrzebę mierzenia każdej rozmowy efektem. Coaching nie zawsze daje widoczny efekt natychmiast. Czasem ziarna kiełkują kilka miesięcy po ostatnim spotkaniu. Dostawałem wiadomości od klientów rok po zakończeniu współpracy - "wtedy zrozumiałem, o czym rozmawialiśmy." To anegdotyczne obserwacje, nie systematyczne dane. Ale powtarzające się. To wymaga innej miary sukcesu niż arkusz kalkulacyjny.

Zarząd zamiast kanapy terapeuty

Chcę zostać przy tej metaforze. Nie naruszając poufności, bo poufność jest fundamentem tej pracy.

Praca z liderem na poziomie C-suite jest specyficzna. Nie dlatego, że ci ludzie są ważni - choć są. Dlatego, że bardzo często są bardzo samotni w swoich decyzjach.

Im wyżej w strukturze, tym mniej osób mówi ci prawdę. Otoczenie interpretuje, przewiduje, zarządza własnym wizerunkiem. Lider dostaje wersje rzeczywistości przygotowane przez różne interesy. Rzadko dostaje samą rzeczywistość.

Coaching na tym poziomie to nie motywacja. To nie budowanie pewności siebie - to zwykle nie jest problem na tym etapie. To tworzenie przestrzeni, gdzie ktoś może powiedzieć: "nie wiem, co zrobić," "boję się, że popełniłem błąd," "nie rozumiem, dlaczego to nie działa" - i nie zapłaci za tę szczerość żadnej ceny politycznej.

To jest rzadkie. I wartościowe. I - co ważne - wymaga od coacha jednej bardzo konkretnej rzeczy: nierobienia za kogoś.

Różnica między "wspieraniem" a "robieniem za kogoś" jest kluczowa. Zawsze będę po stronie tej pierwszej opcji. Mogę towarzyszyć decyzji. Nie mogę jej podjąć. Mogę zadać pytanie, które otwiera nowy kierunek - nie mogę wskazać, który kierunek jest właściwy, bo to jest zawsze decyzja klienta.

Klient napisał, że jest w zarządzie zamiast na kozetce. To znaczy, że decyzję podjął sam. Że praca, którą zrobił przez ten czas, była jego. Ja byłem tylko obok. Towarzyszyłem.

To jest właśnie to, po co to robię.

Co napędza coaching - naprawdę

Nie misja. Nie certyfikaty. Nie liczba obserwujących na LinkedIn.

Napędza mnie moment, kiedy widzę, że coś się przesunęło. Kiedy ktoś, kto przez trzy spotkania odpowiadał na moje pytania obronnością i wyjaśnieniami, nagle się zatrzymuje i mówi: "a właściwie... nie wiem. Czy mogę powiedzieć coś szczerze?"

Zawsze możesz.

Napędza mnie ciekawość. Każda organizacja to inny ekosystem z własnymi regułami, historią, traumami i sukcesami. Każdy lider to inna historia. Nie ma dwóch takich samych projektów - nawet jeśli opisy zakresów wyglądają identycznie.

Napędza mnie to, że ta praca zostawia ślad, który widać dopiero po czasie. Nie zawsze natychmiast. Nie zawsze w sposób mierzalny. Ale - i to jest najważniejsza rzecz - ślad, który ktoś decyduje się potwierdzić. Napisać piórem. Włożyć do koperty. Wysłać.

Nikt tego nie musiał robić.

Z czym wchodzę w nowy sprint

Bez listy postanowień. Bez deklaracji, które za miesiąc będą wymagały publicznego tłumaczenia się ze swojego postępu.

Chcę pracować z mniejszą liczbą klientów, ale głębiej. Chcę częściej odmawiać projektów, które tylko wyglądają jak moje - bo temat jest znajomy, ale kontekst i potrzeba klienta nie pasują do tego, co naprawdę mogę zaoferować. Chcę więcej ciszy w rozmowach. I chcę pisać - bo pisanie pomaga mi myśleć, a myślenie pomaga mi pracować lepiej.

Liścik leży na biurku. Nie w archiwum. Nie w teczce. Na biurku - tam, gdzie jest widoczny.

To jest moje własne "po co."

Kiedy ostatnio dostałeś feedback, którego się nie spodziewałeś - i co z nim zrobiłeś?