StartArtykułyIntrowertyk na evencie. Przewodnik przetrwania.

O co naprawdę chodzi w introwertyk na evencie?

Konferencja branżowa. Duża sala. Kilkaset osób. Wszędzie grupy. Śmiechy. Uściski dłoni między ludźmi, którzy "nie widzieli się od ostatniego eventu". Wizytówki lecą jak karty w…

Introwertyk na evencie. Przewodnik przetrwania.

Mity o introwertykach

Zanim opowiem o Krakowie - trzy popularne przekonania, które nie opisują rzeczywistości.

Mit 1: Introwertyk to nieśmiały człowiek. Nieśmiałość to lęk społeczny. Introwersja to preferencja energetyczna. I - warto zaznaczyć - to nie jest dychotomia. Większość ludzi jest gdzieś na continuum między czystą introwersją a czystym ekstrawertyzem. "Ambiwertycy" - osoby w środku - mogą czuć się zdezorientowani przy takim podziale: "ale ja i lubię, i nie lubię tłumów, zależy od dnia." To normalne. Znam introwertyków, którzy są świetnymi mówcami publicznymi, świetnie prowadzą warsztaty, potrafią wejść do sali i "obrócić" każdą grupę. Po wszystkim idą do pokoju hotelowego i przez godzinę leżą w ciemności, bo potrzebują naładować baterię. Introwersja to nie "boję się ludzi". To "ludzie mnie energetycznie kosztują - i to ok, ale muszę to uwzględniać."

Mit 2: Introwertyk nie lubi ludzi. To akurat jest zabawne, bo wielu introwertyków bardzo lubi ludzi. Tyle że w warunkach jeden na jeden albo w małych grupach, gdzie możliwa jest głębsza rozmowa. Nie w wieloosobowym kalejdoskopie, gdzie każda wymiana trwa 90 sekund i kończy się wymianą wizytówek.

Mit 3: Introwertyk nie umie rozmawiać. Hmm. Powiem tak: znam introwertyków, którzy mówią do kamery z gracją, prowadzą coaching z mistrzostwem i są prawdziwymi ekspertami od słuchania. I znam ekstrawertycznych paplaczy, którzy mówią dużo, ale rzadko mówią cokolwiek. Introwersja nie ma nic wspólnego z jakością komunikacji.

Kraków. Targi Książki.

Stałem pod ścianą piętnaście minut. Telefon w ręku.

Scrollowałem Wikipedię. Artykuł o hodowli ryb akwariowych.*

Nie mam akwarium.

Wokół mnie był tłum ludzi z branży. Wielu z nich pewnie chętnie porozmawiało by ze mną, a ja z nimi. Ale żeby to się stało, ktoś musiałby zrobić ten krok. Podejść. Zagaić. I byłem absolutnie niezdolny do tego kroku - bo to wymagało wejścia w energię towarzyską, której po prostu nie miałem w tamtym momencie.

Czułem się jak aktor przed sceną, który zapomniał roli. Wiedziałem "jak się to robi". Nie potrafiłem tego uruchomić.

I wtedy stało się coś dziwnego.

Niedaleko mnie stała kobieta. Też z telefonem. Też pod ścianą. Nasze spojrzenia się spotkały. I zamiast czekać, aż żadne z nas nic nie powie - powiedziałem: "Przepraszam, ale... czy wy też udajecie, że jesteście tu zainteresowani czymś ważnym?"

Zaśmiała się.

I nagle byliśmy we dwójkę. A potem pojawiła się kolejna osoba. I jeszcze jedna. Pięć minut później stała nas piątka pod tą ścianą, rozmawiając o tym, jak udajemy ekstrawertyzm na eventach. Czterdzieści minut, bez przerwy, bez wymiany wizytówek na start - tylko rozmowa.

Mechanizm: szczerość jako łącznik

To jest wniosek, który zabrałem z Krakowa i który stosowałem potem wielokrotnie.

Szczerość jest połączeniem szybszym niż perfekcyjny networking.

Dlaczego szczerość działa tak skutecznie? Bo ujawnienie czegoś prawdziwego o sobie uruchamia wzajemność - drugiej osobie łatwiej jest odpowiedzieć szczerością na szczerość niż na starannie wyreżyserowane "what do you do?" Poza tym szczerość redukuje napięcie: kiedy ktoś pierwszy przyznaje, że ma niewygodnie, inni przestają udawać, że oni nie. To nie jest magia towarzyska - to podstawowy mechanizm społeczny.

Kiedy powiedziałem "czy wy też udajecie" - nie byłem błyskotliwy. Nie byłem pewny siebie. Byłem tylko szczery. I ta szczerość zadziałała jak sygnał: "jestem prawdziwą osobą, nie sprzedawcą". A inni introwertycy - bo oczywiście to byli głównie introwertycy - poczuli, że mogą zdjąć kostium.

Networking nie wymaga ekstrawertyzmu. Wymaga autentyczności.

To jest duża różnica. Bo ekstrawertyzm jest (w pewnym sensie) wrodzony - albo masz tę energię naturalnie, albo musisz ją w sobie generować kosztownym wysiłkiem. Autentyczność - tę możesz wybrać zawsze. Możesz zdecydować, że w tej rozmowie będziesz prawdziwy. Że powiesz, co myślisz, zamiast co "pasuje powiedzieć". Że zapytasz o coś, co Cię naprawdę ciekawi, zamiast o "co teraz robisz w karierze".

I ta autentyczność przyciąga. Szczególnie na eventach, gdzie wszyscy odgrywają role.

Praktyczne techniki przetrwania

Nauczyłem się. Długo trwało. Da się. Kilka rzeczy, które działają:

Daj sobie czas przed. Jeśli wiesz, że za godzinę wchodzisz na event - nie jedź prosto z intensywnego dnia. Daj sobie choćby 20 minut ciszy w samochodzie albo spaceru. Wchodzisz z naładowaną baterią zamiast z pustą.

Jedno pytanie, które naprawdę Cię interesuje. Zamiast pytać "co teraz robisz" - znajdź jedno pytanie, które Cię autentycznie ciekawi. "Co ostatnio Cię zaskoczyło w branży?" "Jaki projekt sprawił Ci ostatnio największy kłopot?" Rozmowy, które mają takie pytania w środku, trwają dłużej i lepiej.

Szukaj innych pod ścianą. Poważnie. Jest nas wielu. I jesteśmy często najciekawszymi ludźmi na sali - po prostu mamy inny tryb rozruchowy.

Daj sobie pozwolenie na wyjście. Nie musisz zostać do końca. Ustal z góry: zostanę dwie godziny. Wyjdę, kiedy poczuję, że bak pusty. I nie tłumacz się nikomu.

Po evencie - zaplanuj regenerację. Nie "chyba pójdę wcześniej spać". Zaplanuj: wieczorem cisza, może spacer, może coś samodzielnego. Event to energetyczny dług - i trzeba go spłacić.

Szczerość jak broń. Jeśli czujesz się pod ścianą - powiedz to komuś obok. Autentyczność jest networkingiem dla introwertyków.

*Artykuł o hodowli ryb był naprawdę dobry. Dowiedziałem się, że discusy wymagają bardzo miękkiej wody. Nigdy mi się to nie przyda, ale wiem.

Dwa pytania na koniec.

Do introwertyków: jaka jest Twoja technika przetrwania? Co sprawia, że event staje się znośny - albo nawet dobry?

Do ekstrawertyków: co mógłbyś zrobić, żeby event był komfortowy dla obu stron? Nie chodzi o rezygnację z własnej energii - chodzi o świadomość, że osoba stojąca po Twojej prawej może jej potrzebować inaczej. Może wystarczy pytanie, które daje czas na odpowiedź, zamiast czterech pytań pod rząd. Albo chwila ciszy, zanim przejdziesz do następnego tematu.