Co jest w tym haśle prawdziwego
Fair play. Zanim to rozkręcę - trzeba przyznać, że w haśle jest coś prawdziwego.
Możesz wybrać, jak reagujesz. Viktor Frankl pisał o tym w warunkach, w których ja naprawdę nie mam prawa narzekać. W "Człowieku w poszukiwaniu sensu" opisał wolność wyboru postawy nawet w najtrudniejszych okolicznościach. Między bodźcem a reakcją jest przestrzeń. To nie jest bullshit. To jest jedna z niewielu rzeczy, na które mamy realny wpływ nawet w najtrudniejszych okolicznościach.
Możesz wybrać, czego się uczysz. Nikt nie zainstaluje Ci kompetencji. Możesz decydować, w co inwestujesz czas i uwagę - przynajmniej w części. To też jest realne.
Możesz decydować, komu mówisz "nie". Granice - temat na osobny artykuł - ale tak, tu masz więcej sprawczości niż ci się wydaje. Nie pełną. Ale realną.
To nie są puste słowa. Jeśli ktoś używa tego hasła żeby powiedzieć: "masz obszar wpływu, nie jesteś kompletnie bezradny/a" - to wartościowe. Potrzebne. Czasem życiodajne.
Problem zaczyna się tam, gdzie ktoś dopisuje "100%".
Czego hasło nie mówi - bar mleczny, nie Netflix
"Każda chwila to konsekwencja twojego wyboru."
Gdyby to była prawda w stu procentach - miałbym sześciopak, pasywny dochód i grudzień w Portugalii. Serio. Naprawdę tego chciałem. Jak widać - wola to za mało.
Ale poza moim prywatnym przykładem...
Metafora z życia: często "wybieramy" z menu, które ktoś inny za nas ułożył. To nie Netflix z nieskończoną biblioteką tytułów. To bar mleczny z tablicą na ścianie. Są opcje. Ale to właściciel zdecydował, co na tej tablicy jest. I czasem zmienia tablicę w połowie twojego posiłku.
Co wchodzi w skład "tablicy"?
- Miejsce urodzenia. Urodzić się w zamożnej rodzinie w Skandynawii a urodzić się w Łomży w 1985 ze schorowaną matką - to dwa różne zestawy startowe. Nie wybrałeś żadnego.
- Zdrowie. Chroniczne choroby, różne neuroatypowości, ograniczenia fizyczne - to zawęża "menu" w sposób, którego żadna afirmacja nie pokona.
- System i czas historyczny. Rynek pracy, kryzys, korupcja, dostęp do edukacji, polityka - to są ograniczenia strukturalne. Istnieją niezależnie od twojej woli.
- Czyjeś decyzje. Decyzja firmy, że redukuje zatrudnienie. Decyzja partnera, że kończy związek. Decyzja rządu o podwyżce podatku. Twoje życie składa się z konsekwencji cudzych wyborów w stopniu, który jest... niekomfortowo duży.
Twoje życie to miks. Twoich decyzji, czyichś decyzji, przypadku, kontekstu i ograniczeń. W różnych proporcjach w różnych momentach.
Pułapka poczucia winy
To jest serce tego artykułu. I tu robi się poważnie.
Jeśli naprawdę wierzysz, że wszystko - absolutnie wszystko - jest konsekwencją twoich wyborów... to za wszystko, na co nie miałeś wpływu, bierzesz odpowiedzialność. A odpowiedzialność bez wpływu ma tylko jeden kształt: winę.
Ten mechanizm ma swoje imię w psychologii. W terapii ACT - Acceptance and Commitment Therapy - rozróżnienie między tym, co kontrolujesz, a tym, co akceptujesz, jest jednym z fundamentalnych narzędzi. Nie po to, żeby uśpić sprawczość - po to, żeby nie marnować energii na walkę z rzeczywistością, której zmienić nie możesz.
Widziałem to kilka razy w pracy z liderami.
Jeden przykład. Menedżer, nazwijmy go Marek, miał za sobą dwa lata trudnego projektu zakończonego niepowodzeniem. Projekt upadł z trzech powodów: zmieniające się priorytety zarządu, odejście kluczowych ludzi z zewnętrznych przyczyn, i - owszem - kilka jego błędnych decyzji. W proporcji mniej więcej 60/40 na niekorzyść czynników zewnętrznych.
Marek przyszedł na coaching w stanie chronicznego wypalenia i z przekonaniem, że "zawiódł". Bo przecież jego życie - jego decyzje. Więc jego wina.
Spędziliśmy dużo czasu na rozróżnieniu: co było w jego obszarze wpływu, a co nie. Nie po to, żeby zdjąć z niego odpowiedzialność za rzeczy, za które powinien ją czuć. Ale żeby przestał brać odpowiedzialność za tsunami, którego nie wywołał.
Ten rodzaj pracy - oddzielanie wpływu od bezradności - jest jedną z bardziej wartościowych rzeczy, które można zrobić w coachingu i przywództwie.
Uczciwa wersja hasła
Jak brzmiałoby to zdanie, gdyby było uczciwe?
Nie: "Twoje życie to twoja decyzja."
Raczej: "Masz obszar wpływu. Jest realny. Nie obejmuje wszystkiego - ale jest ważny i wart pracy."
W coachingu to przekłada się na konkretne ćwiczenie: zanim zaczniesz działać, rozróżnij. Co jest w kręgu twojego wpływu? Co jest poza nim? Na pierwsze - działaj. Na drugie - przyjmij lub zaadaptuj.
Praktycznie: narysuj dwa kręgi. W środkowym - co możesz zmienić lub na co możesz wpłynąć. W zewnętrznym - co się dzieje niezależnie od ciebie. To nie jest ćwiczenie w pesymizm. To jest ćwiczenie w uczciwość - i w skierowanie energii tam, gdzie ma sens.
W przywództwie: lider, który bierze odpowiedzialność za czynniki zewnętrzne, których nie kontroluje, szybko się wypala. I paradoksalnie - staje się mniej skuteczny w obszarach, które naprawdę leżą w jego zasięgu.
Hasło "twoje życie = twoja decyzja" w wersji 100% nie motywuje. Obciąża.
Coaching Bullshit mówi: "Każda chwila to konsekwencja twojego wyboru."
Rzeczywistość mówi: "Masz obszar wpływu - i on jest realny. Ale twoje życie to też konsekwencja cudzych decyzji, przypadku i struktury, którą zastałeś. Trzeźwość w tym rozróżnieniu jest ważniejsza niż ładny cytat."
Na koniec jedno pytanie
Gdzie naprawdę podejmujesz decyzje... a gdzie po prostu obrywasz konsekwencjami cudzych?
